Jedzenie ze szczyptą wyobraźni
Jedzenie ze szczyptą wyobraźni, czyli jak przekonałam moje dziecko do regularnych posiłków
Mantra mojego synka
Mój synek Tymek nie chciał jeść. Grymasił nieustannie, powtarzając jak mantrę słowa: nie chcę, nie chcę. Przyznaję, nie miałam pomysłu na posiłki dla niego. Rano serwowałam kanapki. Na obiad ziemniaki z mięsem. A na kolację… kanapki. Następnego dnia to samo. I tak w kółko. Tymek odmawiał jedzenia. Z niepokojem obserwowałam, jak spodenki mojego synka stają się coraz luźniejsze w pasie… Ta sytuacji zaniepokoiła mnie.
Kanapki mają oczy
Postanowiłam działać zdecydowanie. Starałam się lepiej doprawiać moje obiady a do kanapek dodawałam więcej wszystkiego: wędlin, sera, warzyw. Obiady były pyszne, kanapki wyglądały smakowicie, jednak dla Tymka to ciągle było za mało. Oczywiście, mój mąż był bardzo zadowolony, mówiąc, że ostatnio w naszej kuchni zrobiło się jak w dobrej restauracji. Jednak synek nadal nie chciał jeść. Nieco zdesperowana, w swoich poszukiwaniach kulinarnych skierowałam się w stronę… humoru. Na zwykłą kanapkę, posmarowaną masłem, położyłam jajko na twardo, pokrojone w plasterki, nazywając ją „KANAPKĄ OCZKOWĄ.”.Ku mojemu zaskoczeniu, synek zjadł całą kanapkę. Widziałam uśmiech, jaki pojawił się na jego buźce. Czy to był klucz, którego szukałam? Humor? Już chciałam wręczać sobie Oskara dla najlepszej mamy na świecie, kiedy znów usłyszałam nie lubiane przeze mnie stwierdzenie: nie chcę. Zrozumiałam, że moje dziecko potrzebuje nie tylko humoru, ale przede wszystkim różnorodności. Do kanapek, oprócz oczek z jajka, zaczęłam dodawać, noski z serka i uszy z pomidorów – podziałało. Zrozumiałam, że monotonia zabija apetyt.
Projektowanie posiłków
Z kartką w ręku usiadłam na kuchennym taborecie przy otwartej lodówce. Zaczęłam „projektować” nowe posiłki. W poszukiwaniu inspiracji ruszyłam do sklepu. Olśnienie przyszło nagle, przy półce z płatkami dla dzieci. Chrupiące, nadziewane, w różnych kolorach, smakach i kształtach. Wybór był powalający. Kupiłam Mlekołaki. Jeszcze tego samego dnia „przetestowałam” płatki na Tymku. Do ciepłego mleka wrzuciłam kilka płatków, i starając się wymyślić coś śmiesznego, powiedziałam, że to biała biedronka. Mój synek zjadł całą miskę! I poprosił o dokładkę. Oblizując się, powiedział:
-Pyszne
Każda mama potrafi sobie z pewnością wyobrazić radość, jaką wtedy poczułam…
Tego samego dnia, wieczorem, zauważyłam, że moi dwaj panowie, bawiąc się razem, zagryzali sobie… smaczne płatki! Chrupali nowe Figuraki, jak wiewiórka orzechy.
Waniliowy bukiet, czyli pełen sukces
Pomysły z kanapkami, kolorowe kompozycje z warzyw na obiad jak też urozmaicenie w postaci płatków Mlekołaków zmieniły sytuację diametralnie. Mój synek przestał grymasić. Zaczął regularnie jeść. Nowe Figuraki zabierał ze sobą do szkoły, do przegryzania podczas przerw. Nawet mój mąż zaczął podjadać ulubione płatki Tymka. Byłam z siebie dumna. Zaczęłam regularnie kupować Mlekołaki. Raz były to czekoladowe kulki, innym razem miodowe kółka Płatki okazały się doskonałym urozmaiceniem codziennych posiłków. Zakupiłam cały zapas o różnych kształtach i smakach. Moi panowie zaczęli robić sobie nawet „potrawy” z płatków, nazywając je w zabawny sposób, np.: „waniliowy bukiet” czy „chrupiąca szachownica”. Oczywiście nadal serwowałam moim chłopakom również pyszne kanapki, bo jak wiadomo różnorodność to podstawa, działa nie tylko na apetyt, ale także na wyobraźnię. A ja… wciągnęłam się w owocowe musli!
